Menu

niecodziennik o zyciu

problemy mniejsze i wieksze, sukcesy male i duze

niedzielny dol

hotlittleblack

ludzie... czemu tak wieje? leb mi peka, spac sie nie dalo

u mnie nic ciekawego. standardowa niedziela i standardowy dol przed nadchodzacym poniedzialkiem. naprawde uwazam, ze nie nadaje sie do wstawania o 6 rano. niewazne czy spie 5h czy 8h - gdy wstaje o tej nieludzkiej porze mam zawsze beznadziejny dzien. natomiast wystarczy tak jak dzis wstac bez budzika o 6.40 po 6h przerywanego snu i czuje wyrazna roznice w samopoczuciu

no dobra, peeling na twarz, maseczka i do roboty. musze sie doprowadzic do ladu bo maz wraca wieczorem a tu sodoma i gomora. aha, gdyby ktos szukal inspiracji na dzisiejszy obiad to u nas bedzie grochowka z kielbaska i pulpety w sobie pomidorowym, ktore moj syn moglby jesc na okraglo, z ziemniakami i surowka z kiszonej kapusty. bardzo dietetyczne prawda?

 

14/03

hotlittleblack

chyba nie bedzie niczym dziwnym jezeli napisze, ze ledwo powlocze nogami? ze pije trzecie piwo i jutro wstane o 6.00 na pewno w swietnej formie? w domu jak zwykle sajgon, nie mam juz sily. ale za moment po drodze do lazienki bede musiala ogarnac troche kuchnie i przedpokoj. horror i tyle. nastawiam timer na 15 minut, zrobie niezbedne minimum i potem ide prosto pod prysznic. obleje sie goraca woda od gory do dolu a potem padne

a jutro... bedzie to samo. skad brac sile? energie? kase na rezonans, ktory musze zrobic w trybie pilnym za prawie pol mojej pensji? jak odrabiac z dzieckiem lekcje, jak grac w planszowki kiedy sil wystarcza ledwo na oddychanie i otworzenie lodowki? nie potrafie sie zmusic. kazdy krok w domu to bol gdzies tam w mozgu. kazda czynnosc jest jak wyprawa na elbrus. naczynie wlozone do zmywarki jest jak rozladowany lopata wagon wegla

nikt tego nie rozumie. niestety, nawet moja schorowana mama nie umie tego pojac. bo co ja robie wieczorami. powinnam z dzieckiem usiasc i pocwiczyc pisanie w osobnym zeszycie. w koncu cos zrobic z jego katarem. i ubrac bo wyglada jak lazarz. czemu mi wszystkie kwiatki padaja. czemu lustra brudne a pranie zajmuje pol kanapy. kiedy wreszcie rozlicze pita. co tak brzydko pachnie w lazience. czy nie czas juz poprzesadzac pelargonie z korytarza? kto jutro odbiera dziecko i dlaczego tak pozno skoro konczy o 12.25. kiedy jej pomoge pomalowac wlosy. skad tyle butow w przedpokoju. kiedy w koncu zaprosze chrzestna i jej corke z rodzina. czy daje dziecku witaminy? dlaczego jeszcze nie zrobilismy marzanny. pomoz zrobic przelew. ktore firanki beda lepsze. co ja mam za spodnie, jak to wyglada, tak sie ubierac do pracy. co ze swietami bo nie wyobraza sobie. aaaaaaaaaaaaaaaaaaa zwariuje

27

hotlittleblack

27 dni do wyplaty. wiem, mam jakas obsesje. to pewne

do dyspozycji w marcu mamy w sumie 320zl. 11,85zl dziennie - tyle zostaje bo poplacilismy rachunki oprocz jednego za prad bo moze poczekac ten jeden miesiac. z jednej strony to naprawde fantastyczne bo nie robimy kolejnych zaleglosci. co wiecej, nawet splacamy zaleglosc w spoldzielni bo przelew byl 100zl wiekszy niz nasz czynsz. fajnie co? to troche nowosc zeby najpierw zaplacic rachunki a potem myslec o tym ile zostalo na zycie. to efekt tego, ze odpadla nam rata za agd a inna zaplacili moi rodzice. jednak nie wystarczy mi chyba na zakup jakiegos ubrania dla siebie. jestem troche zawiedziona ale bede przegladac oferty sklepow i moze jednak odzaluje 30zl na jakas bluzeczke. na razie zakupy mamy zrobione, trzeba bedzie tylko na biezaco dokupowac pieczywo. jesli przez 3 dni nie wydam ani zlotowki to akurat uzbiera sie na bluzke z taniej sieciowki. i taki jest na razie plan

plan jest tez taki, ze zaraz zabieram sie za gotowanie, pranie, sprzatanie. nie wiem jakim cudem wciaz tworzy sie u nas balagan. to jakas niekonczaca sie historia. jak ogarne z synem jego pokoj to siadamy do lekcji a po poludniu jeszcze trzeba wyjsc na spacer... czasu wciaz malo. a jeszcze kolezanka domaga sie spotkania. fajnie ale z drugiej strony wolalabym nie tracic czasu na ploty. calkiem zdziczalam, nie potrzebuje kontaktow z ludzmi. dziwne to. pewnie w koncu zostane sama jak palec

 

sobota

hotlittleblack

ledwo wstalam a juz domofon. dostawa ze sklepu! najwazniejsze i najciezsze zakupy zrobione. woda, mleko, kilka mrozonek warzywnych, proszek do prania, herbata, troche chemikaliow, odzywka do wlosow, dezodorant, przyprawy, kilka napojow dla synka, cytryny, pomidory, nabial... i dwie stowki poszly. co prawda niektore z tych produktow bedziemy zuzywac nawet po 2-3 miesiace ale i tak ciezko mi bylo zaplacic tyle pieniedzy. tak to jest jak sie konczy wszystko naraz. musze jeszcze dokupic mieso, wedline, ser, warzywa i jakies owoce. czuje ze kolejna stowa pojdzie ale przynajmniej 2 tygodnie beda ogarniete

wiosna za pasem, czas przejrzec ubrania synka. obawiam sie, ze w szafie sie powaznie przerzedzi a przybedzie mi kilka reklamowek ubran, z ktorymi nie bardzo wiadomo co robic. chcialabym je sprzedac bo zawsze jakis grosz by wpadl ale nie mam za bardzo czasu na robienie ogloszen. hmmm jeszcze o tym pomysle. moze jutro. a na razie inne obowiazki wzywaja

5/03

hotlittleblack

wyplata coraz blizej, zacieram juz raczki... chcialabym sobie kupic kilka rzeczy na wiosne. puder bananowy, roz, jakis t-shirt. cos tylko dla mnie

pogoda jest bardzo ladna, mlody ma sie troche lepiej wiec zaryzykujemy poobiedni spacer. jesli juz mowa po obiedzie to odgrzebuje skarby pochowane gleboko w lodowce i zamrazarce. 10 palek z kurczaka, ziemniaczane cwiartki i surowka z pora z marchewka beda na drugie danie a na pierwsze niesmiertelny niedzielny klasyk czyli rosol. bedzie nawet deser - kisiel i truskawkowy kompot z mrozonych truskawek, ktore dala mi mama. istne szalenstwo

jezeli jutro bedzie tez ladnie to po pracy zaczne sprzatac balkon. mozna juz suszyc pranie na dworze, myslec powoli o wysianiu sadzonek ostrych papryczek, pomidorkow koktailowych, zalowac ze sie nie schudlo i tak dalej

© niecodziennik o zyciu
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci