Menu

niecodziennik o zyciu

problemy mniejsze i wieksze, sukcesy male i duze

i po weekendzie

hotlittleblack

jeszcze tylko umyje wlosy, nastawie pranie. usmaze nalesniki i pozmywam naczynia. zmienie posciel i przygotuje jakies dietetyczne jedzenie na jutro do pracy. i bedzie po weekendzie

jak zwykle, te 2 dni zlecialy jak z bicza strzelil. od poniedzialku do piatku czas plynie jakos inaczej. dni sa mimo wszystko jakies dluzsze kiedy siedzę za biurkiem. dlaczego w weekend godziny od 8 do 16 nie moga mi sie tak dluzyc?

do konca wakacji zostalo 46 dni, w tym 6 weekendow. koncepcji brak. kasy brak. do wyplaty okragle 3 tygodnie a na koncie okragle 200zl. wspaniale mozliwosci stoja przed nami otworem. wszystko kosztuje. nawet dzisiejsza wycieczka rowerowa tez nie byla bezplatna. skonczylo sie na galce lodow za 4zl i hotdogu za 5zl. glupio dziecku wciaz odmawiac wszystkiego wiec tym sposobem nasza dzienna dniowka zostala juz wydana. a jako wisienka na torcie dostalismy informacje, ze bedziemy miec gosci z rodziny. na 4 dni. od przyszlej soboty bedzie dopiero wesolo, co?

 

sobota

hotlittleblack

to co sie dzieje w moim mieszkaniu przekroczylo juz wszelkie granice. dzis dzien odszczurzania tego smietnika. absolutnie

nie wiedzialam ile balaganu i syfu moga naprodukowac trzej mali chlopcy. wszystko sie rozegralo w ciagu kilku godzin. popcorn jest wszedzie, pranie porozwalane po calym pokoju, skarpety i tosty za kanapa, podloga sie klei, lego mam nawet w lozku, stolik wymazany lodami, posciel w truskawkach, umywalka czarna, sedes obsikany... oj dzialo sie. a teraz przede mna sprzatanie, ktore zajmie chyba caly weekend bo naiwnie myslalam, ze jak syn bedzie zajety zabawa z kolegami to ja sobie przesadze kwiatki, sprzatne balkon, poprasuje, uporzadkuje szafe. rzeczywiscie, zaczelam to wszystko robic ale zostawilam w trakcie bo chlopcy mi nie dali spokojnie pracowac. a to pic a to jesc a to on mi zabral cos tam a to wlacz madagaskar. dom wariatow doslownie. teraz mam istny sajgon, nawet szkoda slow. i jeszcze zlamalam paznokiec a mialam juz takie dlugie...

57

hotlittleblack

nie mam ostatnio o czym pisac wiec milcze. ile mozna w kolko o tym samym?

dzis juz naprawde nie wiedzialam w co wlozyc rece. na szczescie od jutra mam dlugo wyczekiwany urlop! na minus - bedzie niestety podzielony. pierwsza tura to od jutra do poniedzialku wlacznie. na plus - dzis na moim koncie niespodziewanie pojawila sie wyplatka! od razu umowilam sie na podciecie koncowek wlosow u fryzjera. ide jutro. a poza tym w koncu zrobie zakupy bo juz wstyd otworzyc lodowke. totalna pustka i stad tez moj brak weny do gotowania. jak to mowia - z g... bicza nie ukrecisz. czy tez - z pustego to i salomon nie naleje. nie mam sera, miesa, mleka, zadnych warzyw, z owocow tylko 3 cytryny i brzoskwinia. poza tym zero. resztka keczupu, nawet brak musztardy czy cebuli. beznadzieja co?

na moje nieszczescie przemiana materii calkiem u mnie zwariowala wiec znowu rosne. okropne to. zaczynam przypominac bezksztaltna galarete. co z tym zrobie? nie wiem

wakacje

hotlittleblack

jeszcze 67 dni przed nami...

tradycyjnie odliczam dni. mamy sporo do ogarniecia jezeli chodzi o opieke nad synem. ja mam 2 tygodnie urlopu, maz 10 dni. czyli razem 24dni a co dalej? nie wiem czy nie wezme w sierpniu jakiegos zwolnienia bo nie usmiecha mi sie zrywanie dziecka o swicie i wozenie co rano do mojej mamy tak jak dzisiaj. warunkow do spania tam niestety nie ma. cos trzeba wykombinowac

to wieczne kombinowanie to u mnie codziennosc. mam jak zwykle finansowe dno a do wyplaty 2 tygodnie. dziecku jestem winna juz 50zl i na tym sie na pewno nie skonczy bo trzeba cos jesc. warzywa sa jakies drogie, na targu zostawiam po 30zl jednorazowo. truskawki sa tak krotko... pojawil sie juz bob. kalafiory wydaja mi sie przesadnie drogie, nie mowiac juz o czeresniach. masakra

dzis po pracy bede gotowac botwinke. sadzone jajko z ziemniakami planowane jest na jutro. a potem sie zobaczy

od nowa

hotlittleblack

wrocilam! ciekawe czy ktos zauwazy...

nie pisalam az miesiac bo wlasciwie nie bylo o czym. w skrocie - leczenie na szczescie poskutkowalo i czuje sie juz lepiej. dziekuje za kciuki i za uwage odnosnie pasozytow - przeleczyli mnie rowniez pod tym katem. schudlam 3kg, ciesze sie ale wciaz nie mieszcze w ubrania. zgodnie z przewidywaniami nadeszlo lato i trzeba sie czesciowo rozebrac a w moim wieku i przy tym stanie skory jest to dosyc ciezkie do zniesienia psychicznie. rozlazla meduza ze mnie

poza tym stara bida. wlasciwie to nic sie nie dzieje. jak to mowia: chujowo ale stabilnie. do nastepnej wyplaty mamy niecale 200zl ale to przeciez nic nowego, trzeba dac rade. za moment wakacje i tu juz jest o czym myslec. poki co planow nie ma a za tydzien zakonczenie roku i znowu 10 tygodni kombinowania gdzie wcisnac dziecko zeby mozna bylo isc do pracy. niby wypisalam urlop na przelomie czerwca i lipca a maz wezmie swoje 2 tygodnie w lipcu ale co dalej? babci na wsi brak. ech... co roku to samo

zeby bylo tradycyjnie to gotuje dzis zurek na kielbasce a na drugie danie beda mlode ziemniaczki (polskie) z koperkiem (wyhodowalam na balkonie), salata ze szczypiorkiem i smietana oraz kotlety z piersi kurczaka. wypas? nie, zuzywam to co mam a butelke zakwasu na zur znalazlam w szafce - zostala z wielkanocy. brawo ja

© niecodziennik o zyciu
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci