Menu

niecodziennik o zyciu

problemy mniejsze i wieksze, sukcesy male i duze

majowka

hotlittleblack

majowka. nic nowego. chyba wlasnie zamykam tego bloga. ile mozna o tym samym. a to brak zdrowia a to brak kasy a to siedzimy w domu na tlustej dupie. no ile mozna?

moje zycie nie jest interesujace, zdaje sobie z tego sprawe. mija dzien za dniem, piore, sprzatam, gotuje, tyje, placze. ostatnio glownie ostatnie dwie pozycje. nawet gdy wychodze z psem to placze. gdy wystawiam swe blade cialo na slonce na balkonie to placze. i tyje. od gownianego jedzenia. staralam sie ale najtansza pasza swietnie ilustruje sentencje - jestes tym co jesz. no to wiem. powstrzymam sie od napisania tego wprost

serdeczne dzieki za wszystkie komentarze do moich dolujacych wpisow. niestety nie mam nic wiecej do zaoferowania Kochani Czytelnicy. kazdy, bezwzglednie kazdy, komentarz szczerze doceniam

wiem, mialo byc bez wielkich liter, przecinkow itp.

bezczego

bez odzewu od Was bedzie trudniej, ciezej ale tak naprawde moja rzeczywistosc jest koszmarnie nudna i nawet od czytania tego mozna stracic energie i sens zycia. dlatego dziekuje, ze moje wypociny znalazly rzesze Odbiorcow i naprawde dziwie sie, ze tyle to trwalo. podziwiam i jeszcze raz bardzo dziekuje

sobota

hotlittleblack

na zewnatrz lato a wewnatrz troche mniej

bylam juz w sklepie, oczywiscie ze wzgledu na jutrzejsza wolna niedziele. jest polowa miesiaca a po dzisiejszej wizycie w biedronce budzet na kwietniowe zakupy wynosi niecale 4zl. lodowka za to pelna chociaz przydaloby sie troche alkoholu np. zimnego piwka. no trudno, mam po jednym na dzis i jutro i na tym musi sie skonczyc. koszty zostaly poniesione na spozywke i chemie - najdrozsze pozycje z listy to tabletki do zmywarki, mieso, ser, plyn do czyszczenia kuchni, papierowe reczniki, biala kielbasa. w planie na najblizsze dni mam zurek, zupe krem z pieczonej papryki i pomidorow, pieczona biala kielbase z cebula, chipsy domowe z piekarnika, placki na kefirze z jablkami i bananami, tatara i salate z serem haloumi. a dupsko rosnie

za to dzis obiad mam u rodzicow i zaraz do nich jade. przyjemnego weekendu wszystkim!

i po swietach

hotlittleblack

kilo do przodu, masakra

syn juz w szkole a ja zabieram sie za pranie bo pogoda sprzyja suszeniu. pieknie jest. na niebie nie ma zadnej chmury, az chce sie wyjsc i poopalac. troche ogarnelam balkon przed swietami i przydaloby sie troche zieleni ale na razie nie moge sobie pozwolic na jakiekolwiek zakupy. mam troche nasionek z zeszlego roku, troche ziemi i chyba dzis przygotuje sobie pojemniki, w ktorych posieje ziola.

finansowo - dno. praktycznie pozjadalismy juz wszystko ze swiat, zostalo troche pieczonego miesa i opakowanie jajek. jeszcze musimy wytrzymac troche do wyplaty meza. a do tego czasu odkopuje zapasy, wczoraj zrobilam kopytka, zostaly tez na dzisiaj dla syna a ja zjem smazone warzywa. mam jeszcze zamrozony awaryjny filet z kurczaka i chyba bedziemy go jesc w weekend. a propos weekendu - znowu szykuja sie tlumy w sklepach bo przed nami kolejna wolna niedziela. mam nadzieje, ze jutro maz jednak dostanie wyplate i zaopatrzymy sie w niezbedne produkty a w niedziele zabierzemy syna na lody

znowu chora

hotlittleblack

nie mam juz sily, znowu mnie rozlozylo chorobsko. gardlo, katar, bol glowy. jak tu szykowac cokolwiek na swieta? tradycyjnie jestem w dupie z robota. na dodatek budzet jaki mamy to 100zl od moich rodzicow. beznadzieja i tyle

syn tez nie oszczedza mi powodow do myslenia. w szkole ma zaleglosci a na dodatek gorzej sie zachowuje i przynosi uwagi. jedyne co mnie pociesza to, ze ladnie je i coraz mniej marudzi nad talerzem. poprawil sie i nie spadaja mu juz spodnie. zaraz ide troche ogarnac jego pokoj, szczegolnie gorna czesc szafy gdzie jest juz na pewno gruba warstwa kurzu. niech tylko tabletka od bolu glowy zacznie w koncu dzialac bo oszaleje...

wypadaj zimo, zimo pa pa

hotlittleblack

ledwo sie przyzwyczailam do mysli, ze zaczela sie wiosna, a tu atak zimy. snieg nas zasypal, jest wyzszy niz nasz maly pies. i po co?

na obiad mam wczorajsza zupe ogorkowa a co dalej? brak weny. na dodatek wydalam wczoraj ostatnie 30zl. ziemniaki, twarog, 2 puszki dla psa, 10 plasterkow salami, chleb, 2 paczki, tampony, czarne frugo, mleko, mielona lopatka. zaopatrzenie na weekend gotowe. w zapasach jest kasza, cebula, mleko, troche mrozonych warzyw. przezyjemy chyba

© niecodziennik o zyciu
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci