Menu

niecodziennik o zyciu

problemy mniejsze i wieksze, sukcesy male i duze

nie do wiary

hotlittleblack

kolejna choroba w domu. jelitowka. nie nadaje sie do niczego od poniedzialku. mlody w domu, on troche lzej to przechodzi. to jest jakies fatum, chyba ktos rzucil klatwe. gdybym miala prace to polowe stycznia i lutego musialabym byc na zwolnieniu - masakra. na pewno pracodawca bylby zachwycony

niestety pomimo fatalnego samopoczucia, obowiazki zostaly. dzis zmienie posciel i wypiore wszystkie te zarazki na recznikach i przepoconych pizamach. to jest priorytet na dzis

weekend

hotlittleblack

wlasciwie to nie mam nic ciekawego do napisania. jak na razie jestesmy w sumie zdrowi wiec dzis poszlismy na sanki. pies wrocil caly mokry, syn rowniez. maz sie nie tarzal z nimi w sniegu ale tez wrocil mokry bo sie spocil. zmeczeni i glodni mielismy ochote na smieciowe jedzenie zatem na stol wjechala musztarda i keczup a za nimi frytki i kielbasa z piekarnika. istna rozpusta

jutro drugi dzien weekendu, na ktory nie mamy wiekszych planow. na pewno bedziemy musieli odrobic lekcje i nauczyc sie na test z angielskiego. pozostala czesc dnia spedze tradycyjnie zuzywajac prad na tanszej, weekendowej taryfie. zatem gotuje, piore, takie tam. z tym praniem to jest jakas tragikomedia bo wciaz cos piore, wciaz cos sie suszy i wciaz kosz na brudy jest pelny. doslownie czary

jak juz mowa o praniu to nie tylko wszelkiego rodzaju szmaty sa u nas brudne. niestety, chociaz bardzo sie staram, nie jestem i chyba nie bede perfekcyjna pania domu. wciaz mam zaleglosci, z ktorymi nie umiem sie uporac. moze jestem zbyt powolna, moze nie powinnam sie tak latwo rozpraszac. nie pracuje juz kilka miesiecy a wciaz to samo... frustracja rosnie

 

9 lut

hotlittleblack

Koncze chorowac na angine. Ledwo poprawila mi sie sytuacja z noga to od razu zachorowalam i tak to juz sie ciagnie 2 tygodnie. Zaczelo sie od syna, potem ja i na koncu dopadlo i meza. Ogolnie 2018 rok jest jak do tej pory beznadziejny, no cos okropnego. Nic a nic mi nie wychodzi, nic nie mozna zaplanowac, nic nie zapowiada sie na razie na lepsze

Z 1 wyplaty ciezko nam sie utrzymac. Po zaplaceniu najpilniejszych rachunkow zostalo nam niecale 60zl. Smiechu warte. Czekam na przelew z ZUSu ale to jeszcze przynajmniej tydzien. Pozostaje miec nadzieje, ze nie wyskoczy zaden wydatek ale trudno podchodzic do zycia optymistycznie gdy kazdy dzien przynosi kolejne rozczarowania

czy wiecie jak

hotlittleblack

mocno zycie potrafi kopnac w dupe?

jestem na skraju zalamania nerwowego. bol probuje zagluszyc pijac. bo pod koniec 2017r., kiedy wreszcie podjelam najwazniejsza byc moze zyciowa decyzje, okazalo sie, ze spoznilam sie az 2 miesiace. czlowiek, ktory walczyl o mnie od kilkunastu lat, moj pierwszy chlopak, juz sie poddal i wszystko stracone. nie widzial juz szansy, ze wreszcie ulegne i postanowil jednak uratowac swoje malzenstwo. pach pach i beda mieli dziecko. w tej sytuacji nigdy miedzy nami juz nic nie bedzie. i pomyslec, ze brakowalo mi odwagi przez kilka ladnych lat a teraz kiedy w koncu postanowilam zmienic swoje zycie to spotkala mnie taka niemila niespodzianka. i to w dniu kiedy za pieniadze otrzymane w gwiazdkowym prezencie, zakupilam karnet na silownie aby dla niego zrobic cos ze soba...

 

 

 

mieszkam z obcym wlasciwie czlowiekiem, ktory jest naprawde trudnym partnerem. do tego dowiedzialam sie o tym, ze mnie zdradzil. nie mam pracy, lecze depresje i inne schorzenia. z ledwoscia zajmuje sie synem, domem. a od 3 dni przesiaduje w szpitalu na oiomie przy ojcu cierpiacym tak, ze az mi serce peka. nie wiem co bedzie z tata, nie wiem co bedzie ze mna. tak ciezko to jeszcze nie bylo. spuchnieta od placzu chodze z psem po osiedlu i zastanawiam sie czy caly ten rok bedzie tak fatalny bo moze jeszcze przeciez cos sie stac. boje sie caly czas

© niecodziennik o zyciu
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci